,,Solidarność Walcząca'' była w latach 1982-1990 konspiracyjną organizacją, która czynnie walczyła z komunistycznym reżymem o niepodległość Polski.

Solidarność Walcząca Oddział Warszawa - Grupa ''Alternatywa''

Grupy Wykonawcze Solidarności Walczącej

Naszywki posiadane przez członków GW SW w Warszawie

Kilkakrotnie wspominaliśmy o Grupach Wykonawczych Solidarności Walczącej. Inicjatorem ich powołania był Jacek Guzowski, który na początku 1986 r. dostrzegł potrzebę założenia osobnej komórki zajmującej się akcjami ulicznymi. Nie było to zadanie proste. Poprzez swoje kontakty w szkołach średnich i uczelniach dotarł do kilku zaufanych osób, które miały zapał i predyspozycje do ryzykownych i bezpośrednich działań. Trzon grupy tworzyło dziesięć osób, pozostałe ze względu na młody wiek nie mogło złożyć ślubowania. Każdy z założycieli zorganizował 4-6 osobowe podgrupy, osobiście utrzymywał kontakt z ukrywającym się wówczas Jackiem Guzowskim (odmowa służby w komunistycznym wojsku), który wyznaczał zadania dla poszczególnych sekcji. Stan osobowy był dosyć płynny, trudno więc jednoznacznie określić ile osób aktywnie uczestniczyło w akcjach Grup Wykonawczych. Na pewno w różnego rodzaju działania GW zaangażowanych było kilkadziesiąt dziewcząt i chłopców.

Bardzo często organizowaliśmy tzw. flesze czyli 15-20 minutowe, niezapowiedziane manifestacje uliczne w centrum miasta, w trakcie, których wieszaliśmy transparenty, rozrzucaliśmy ulotki skandując antykomunistyczne hasła , a następnie znikaliśmy w podwórkach, zamykając za sobą bramę na kłódkę lub w inny sposób zabezpieczając uczestników akcji przed interwencją przypadkowych ubeków lub milicji. We fleszach brało udział od 50 do 100 osób, w tym działacze zaprzyjaźnionych z nami organizacji - NZS, "Solidarność Młodych", FMW, MRKS, LDPN.

W trakcie większych manifestacji ulicznych i pikiet GW SW zajmowały się ochroną ich uczestników. Zaopatrzeniem w niezbędny sprzęt zajmował się student chemii ps. "Leszek", który w zaciszu własnej piwnicy samodzielnie wytwarzał petardy, świece dymne, "koktajle mołotowa" i "śmierdziele". Trochę wybuchowych akcesoriów otrzymywaliśmy od Piotra Izgarszewa z Grup Oporu Solidarni (pracownik Regionu - mazowieckiej Solidarności, zmarły w 2007 r.). Piotr często rozliczając się z kolportażu bibuły proponował w zamian: kolce do rzucania pod opony samochodowe, śmierdziele z kwasu masłowego, zdarzało się, że oferował bardziej "radykalne środki". Współpraca z GO Solidarni była bardzo owocna, mieliśmy tam wielu przyjaciół.

GW zabezpieczały również własne akcje ulotowo-plakatowe. Często stosowaliśmy do ulotkowania metodę zwaną przewieszką, która polegała na umieszczeniu na wysokim budynku rulonu z kilkoma tysiącami ulotek. Ulotki rozsypywały się wskutek przepalenia przez lont żyłki wędkarskiej, którą owinięty był rulon ulotek. Po wywieszeniu rulonu za oknem wybranego bloku i odpaleniu lontu, można było spokojnie odejść i obserwować efekty z oddali.

Ojca Świętego Jana Pawła II przywitaliśmy w 1987 r. ogromnym transparentem SW przymocowanym do ogrodzenia ambasady USA w Warszawie i rozrzuciliśmy ulotki, co wywołało furię funkcjonariuszy SB. Po przejeździe 'Papa-mobile' ruszyliśmy w stronę Starego Miasta i tam pod kościołem św. Anny rozrzucając i rozdając przygotowane specjalnie na wizytę Ojca Świętego ulotki zostaliśmy zaatakowani przez kilku cywilnych SB-eków. Jacek Guzowski znalazł sie już w ich rękach, ale atak Adama Cymborskiego i Pawła Kołkiewicza na SB-eka spowodował 'wyszarpnięcie' Jacka z rąk tajniaka. Kilka dni później Jacek Guzowski, Adam Cymborski, Paweł Kołkiewicz udali się do Gdańska na zliżającą się i wyczekiwaną mszę św. na Gańskiej Zaspie. Zakwaterowanie mieliśmy w zorganizowanym przez Adama Cymborskiego mieszkaniu. Na mszę udaliśmy się oddzielnie, w pewnej odległości od siebie, przeczuwając , że osoby wchodzące do sektorów z kijami , flagami, transparentami moga być rewidowane. I tak też było. Przewidując taką sytuacje Jacek Guzowski miał 'tylko' dwa kije z transparentem składającym się z barw biało-czerwonych. W tym czasie Paweł Kołkiewicz pod ubraniem wniósł owiniety wokół ciała transparent Solidarności z wizerunkiem ks. Jerzego , który po wejściu do sektorów, na początku mszy św. został rozwiniety na wnisionych przez Jacka kijach.

W październiku 1987 roku, w rocznicę Powstania na Węgrzech w 1956 roku kolportowaliśmy specjalnie wydane na tę okazję ulotki w języku polskim i węgierskim upamiętniające to wydarzenie. Pewnego dnia, Adam Cymborski i Jacek Guzowski z zapasem ulotek przybyli do akademika ''Bratniak'' przy ul. Grójeckiej 39 gdzie w akademiku mieszkał Paweł Kołkiewicz. Celem była akcja ulotkowa którą mieli w trójkę przeprowadzić następnego dnia, po północy, na osiedlach mieszkaniowych na Ochocie. Kiedy jednak w końcu któryś z kolei dzwonek budzika postawił ich na nogi - było już za późno na taką wyprawę, było ok. 5-6 rano. W takiej sytuacji wypad na osiedla mieszkaniowe nie miał sensu. Paweł Kołkiewicz zaproponował inny kierunek : Politechnikę, Gmach Główny. Było to ''doskonałe'' miejsce do wszelkich akcji ulotkowych ze względu na swoją budowę wenątrz gmachu. Szereg wejść/zejść po schodach, owalny kształt wewnątrz, można było zawsze z ostatniego piętra 'sypnąć' ulotkami i spokojnie zniknąć. W trójkę , z całym zapasem ulotek udali się spod ''Bratniaka'' w stronę Gmachu Głownego przy Pl. Politechniki. Tam, Paweł Kołkiewicz (student PW) , jeszcze przed rozpoczęciem zajęć , ok. godziny 7 rano wszedł na teren gmachu i tym razem zamiast sypnąć ulotkami z ostatniego piętra ( co nie miało by sensu przy jeszcze pustym Gmachu ) wchodził na poszczególnych piętrach do otwartych aulii wykładowych i tam rozrzucał ulotki pośród rzędów ław. Po opuszczeniu Gmachu Głownego i późniejszym przybyciu na wykłady przed południem, jeszcze można było w aulach znaleźć rozrzucone ulotki. Na terenie Politechniki (Gmachu Głównego) bardzo często rozrzucaliśmy albo kładliśmy w bocznych korytarzach prasę i ulotki.

Wspomniany akademik ''Bratniak'' często bywał miejscem spotkań Adama, Jacka i Pawła. Zdarzało się, że Jacek Guzowski i Adam Cymborski wracając późno wieczorem z Wrocławia z dużą ilością prasy ze względu na późną porę, nie chcąc przemieszczać się z workami prasy po mieście, przyjeżdżali do akademika, i tu nocowali. W akademiku tym również, po jednej z akcji ulotkowych na Ochocie, gdy byli ścigani przez SB-eków, Jacek Guzowski i Adam Cymborski dotarli do pokoju Pawła Kołkiewicza i spokojnie odczekali, aż sytuacja na zewnątrz się uspokoi.

Włączyliśmy się również w obronę aresztowanych Kornela Morawieckiego i Hanny Łukowskiej-Karniej w listopadzie 1987 r. Po uroczystościach z okazji odzyskania niepodległości - 11 listopada z pod Katedry Św. Jana ruszył pochód, który przerodził się w manifestację o uwolnienie przywódców SW. Wychodzący spod Katedry pochód , zaraz przy wyjściu na Plac Zamkowy został zablokowany przesz szpalery ZOMO , jednak pierwsze szeregi pochodu , które wzięły się pod ręce i nie ulegając panice zwartym szeregiem 'z nogami' wbiły się w kordon ZOMO-wców rozbijając ich szeregi.

Pod koniec listopada 1987 r., na Żoliborzu, w okolicach kościoła św. Stanisława Kostki , razem z innymi grupami upomnieliśmy się o uwięzionego Krzysztofa Wolfa z MRKS. Była to niezapowiedziana demonstracja podczas której rozdawaliśmy i rozrzucalismy ulotki wzywające do jego uwolnienia. Taki kilkunastominutowy ,,flash'' , które w takich formach były już wczesniej i później wielokrotnie stosowane na ulicach Warszawy. Zdjęcie z tej manifestacji znalazło się na forum podziemnego PWA, nr 43 (124) z dnia 9 XII 1987 r.

Na poniższym zdjęciu : czwarty od lewej Paweł Kołkiewicz (trzymający w ręku ulotki), zaraz za nim - trzeci od lewej : Adam Cymborski.


W 1988 r. czterech działaczy GW udało się do Wrocławia w celu szkolenia z zakresu obsługi radia SW.

Uzyskaliśmy zapewnienie otrzymania nadajnika i wszechstronnej pomocy technicznej. Przygotowaliśmy lokale, które nigdy nie były wykorzystane, gdyż wrocławska ekipa Radia "SW" po przeprowadzeniu jednej emisji w Legionowie, zabrała cały sprzęt, kończąc tym samym naszą radiową przygodę. Niewiadomo czy było to spowodowane brakiem zaufania do nas, czy brakiem komunikacji w SW.

Ze zrozumiałych względów nie znamy nazwisk działaczy Grup Wykonawczych SW. Funkcjonowały przeważnie tylko pseudonimy.

Oto niektóre z nich: "RAFAŁ", "PUDEL", "MYCHA", ANDRZEJ, KRZYSIEK, ADAM, "DŻINA", KASIA, LESZEK, IWONA, "TUR", "GOLIAT", "DŻINA", "MAŁOLAT", "KOLCZYK", DANIEL, "DANEK", MICHAŁ, "ŁYSY".

Bardzo dobrze układała nam się współpraca Edwardem Mizikowskim i Krzysztofem Wolfem z MRKS, którzy byli również członkami SW. Edek i Krzysiek byli niezawodni w organizowaniu demonstracji, przejawiali inicjatywę i dużą pomysłowość. Byli znani w środowisku opozycyjnym, podejmowali wiele inicjatyw, zajmowali się drukiem, kolportażem i organizacją demonstracji. Przede wszystkim działali zgodnie z zasadami ideowymi bardzo nam bliskimi - zasadami Solidarności Walczącej.

Przez kilka lat systematycznie współpracowaliśmy ze środowiskami skupionymi wokół MRK"S", PPN, LDP"N", NZS, FMW, KPN i "Solidarność Młodych". Pod względem techniczno-organizacyjnym były to kontakty bardzo owocne, przynoszące obopólne korzyści. Nie możemy tego powiedzieć o współpracy z wydawnictwami "Horyzontu". Pierwsze i jedyne spotkanie z przedstawicielem tej grupy nastąpiło z inicjatywy Kornela Morawieckiego w 1989 r. Nie dokonano wówczas, żadnych merytorycznych uzgodnień. Wystąpiły wyraźne różnice w ocenie bieżącej sytuacji, "my" chcieliśmy dalej walczyć z powstającym układem, "oni" dążyli do złożenia broni. Dzieliła nas wielka przepaść, widoczna od pierwszych numerów "Horyzontu", który traktowaliśmy jako kolejny "Tygodnik Mazowsze" bis, a nie pismo reprezentujące linię programową SW.

Pierwsze spotkanie z szefem SW nastąpiło dopiero na początku 1989 r. Było to możliwe dzięki Bożenie Krawczyk, która stała się nieformalnym łącznikiem naszej grupy z wrocławską centralą. Zapoznaliśmy Kornela z dotychczasową działalnością, stanem struktur SW w Warszawie, przedstawiliśmy poglądy polityczne i plany na najbliższe miesiące. Do Warszawy powróciliśmy pełni wiary i nadziei na lepsze jutro. Później odbyło się jeszcze kilka spotkań m.in. w maju 1989 r. i styczniu 1990 r., tym razem na naszym terenie w Łomiankach. Uczestniczyło w nich większe grono członków SW, a oprócz Kornela Morawieckiego gościliśmy również Hannę Łukowską-Karniej, Tadeusza Warsza z Londynu i Seweryna Jaworskiego.

W 1990 r. zajęliśmy się współorganizowaniem warszawskiego oddziału Partii Wolności, zbieraliśmy podpisy pod kandydaturą Kornela w wyborach prezydenckich, a podczas kampanii parlamentarnej w 1991 r. wystawiliśmy własną listę. Pomagaliśmy także sekcji wschodniej w przeprowadzeniu konferencji z udziałem opozycji z krajów ZSRR. Dalej jednak wydawaliśmy bibułę, cierpliwie obserwując kierunek zachodzących zmian.

Powołanie Partii Wolności doprowadziło do samorozwiązania Solidarności Walczącej. Tylko sceptycy przewidywali szybki koniec PW. Tak się niestety stało, a szkoda, gdyż założenia programowe SW nie zostały całkowicie zrealizowane i nadal pozostają aktualne. Wielu z nas liczyło na ponowną reaktywację organizacji wierząc, iż zgromadzony w niej potencjał będzie potrzebny do budowania wolnej i solidarnej Polski.


( Adam Cymborski, Kornel Morawiecki, czerwiec 2007)

( Tomasz Szostek, Kornel Morawiecki, czerwiec 2007)

(czerwiec 2007, po spotkaniu u Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego)

 

 

Strona główna


Początki - czytaj...

Kierunek: SW - czytaj...

Grupy Wykonawcze SW - czytaj...

Prasa, wydawnictwa - zobacz...

Zwyczajni/niezwyczajni - ludzie SW Oddział Warszawa - zobacz...